Torby listonoszki i śniegowy weekend

with 6 komentarzy

Nastała piękna, śnieżna zima.
Za oknem widzę duże zakapturzone postacie ciągnące na sankach małe zakapturzone postacie, psy tarzające się w śniegu, ekipy odśnieżające, stada sikorek poszukujących tłustych przekąsek (rym 😉 :))) idiotyczny) – generalnie jest pięknie. Ja standardowo o tej porze roku uwijam się w pracowni.
Powstają kolejne prezenty i czasem coś spoza zamówień. Messka niebieska uszyta dla Olgi – ale jest też dostępna w moim SKLEPIE, a śliwkowa z aksamitną klapką, uszyta przy okazji 😉

‚Magiczne ornamenty – mess’   JEST TUTAJ

 ‚Modraszka – mess’   JEST TUTAJ

 Standardowo przy śniegu mojej Irze udało się zjeść jakąś ‚mrożonkę na mieście’ – tak określam nieokreślone świństwa, które moja psina wynajduje po kryjomu na spacerach i chyłkiem pożera w ułamku sekundy – tak, że nawet nie jesteśmy w stanie zarejestrować, co i kiedy zjadła. I wie doskonale, że robi źle. Niestety tym razem znowu jej się udało i oczywiście boli ją brzuch i ma sensacje żołądkowe. Na zdjęciu widać, że jest zielona? W każdym razie widać, że jej myśli to: zostaw mnie, bo mam ‚żabę’ w brzuchu  😉

W sobotę po południu na szybko kanapki z dżemem truskawkowym, ekwipunek do plecaka, aparat na szyję i w las. Nie ma jeszcze srogich mrozów, więc łażenie w białym puchu to teraz sama przyjemność. Korzystajmy więc i nie siedźmy w domu, ani galeriach handlowych…

Pracowniany kitek obrósł makabrycznie futrem, na gęsto 😉 Zazdroszczę mu tych puchatych łap. Podczas robienia zdjęć nie obyło się bez obwąchania obiektywu – pewnie wyczuł, że wcześniej robiłam zdjęcie Irze.

Z wiadomości ogólnych muszę się pochwalić, że nareszcie zmobilizowałam się i zaczęłam fotografować moje tkaniny i wszelkie przydasie okołokrawieckie, które są mi zbędne i od wieków czekają na puszczenie dalej w świat. Moje odkładanie pewnych rzeczy i czynności na potem, kiedyś mnie zgubi. Coś mi się kołacze po głowie, że chyba rok temu, a może dawniej już już miałam to zrobić. I nie zrobiłam.
Ale teraz już część obfotografowana i w tygodniu dam znać tutaj na blogu, co i jak. Przydasie będą też na fejsbukowej stronie grupy ‚Szyciowy bazarek’.

A teraz mimo, że niedziela wracam do szycia. Tak, przypomnijcie sobie co pisałam o pracy na własna rękę – nie ma że wolne, niedziela itd. – tu pracuje się wtedy, kiedy jest coś do zrobienia.

Pozdrawiam serdecznie-zimowo – Katta 🙂

  1. franio
    | Odpowiedz

    śliwka z turkusowym wnętrzem jest przecudna 🙂 oj nosiłabym! Zazdroszczę pięknych widoków, zima w mieście jest niestety bardzo nieprzyjemna..

  2. Paulina Staniszewska
    | Odpowiedz

    Niebieska jest moja 😀 jak zwykle trfiłaś w moją słabośc do niebieskich kolorów 🙂

  3. Katta
    | Odpowiedz

    Doskonale Cię rozumiem – jestem pewna, że będziesz zadowolona 🙂

  4. Katta
    | Odpowiedz

    Agata, ale nie masz przynajmniej problemu z odśnieżaniem 🙂

  5. Paulina Staniszewska
    | Odpowiedz

    co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Zawsze jestem….szczególnie z tych niebieskich 🙂

  6. GochaMi
    | Odpowiedz

    Zdecydowanie widać, że Ira jest zielona! Jak nic! Owczary raczej wybredne są, aż dziw. Pewnie coś z retrievera coś ma:D Te to koszmarne odkurzacze są, ja w apteczce standardowo mam smektę, gastrolit i coś na zatrzymanie;D
    Ja też uwielbiam zimowe klimaty, świat w mgnieniu oka robi się taki czyściutki:D

Napisz, co o tym sądzisz - zapraszam