Jak to jest, nic nie robić

with 3 komentarze
Mamę oszukasz, ojca oszukasz, ale ciała nie oszukasz. Ono i tak wystawi Ci rachunek za zaniedbania…

Nie miałam w tym roku urlopu – cóż, tradycja. Tydzień „wolnego” spędziłam na płodozmianie w pracy. Zamiast szyć i prowadzić sprzedaż w galerii zajęłam się remontem. Pełna wigoru wzięłam się za przemalowanie mebli w galerii na biało. Kto malował meble – szczególnie, gdy kolor pierwotny był mocno ciemniejszy od tego który chcemy uzyskać – wie, że robota nielicha. Co więcej, barwa pierwotna jest jak zombie. Kładziesz kolejną warstwę białego, a po wyschnięciu i tak widać zombiaka spod spodu. Koszmar. Po 5 warstwach farby stwierdziłam, że nie robię tego na wystawę, ani na sprzedaż. Wystarczy. Heca z malowaniem trwała około tygodnia. Ale warto było.

ja w trakcie remontu

przed i po malowaniu

.

Jak się jest po 40tce…

Potem wystarczyło raz pójść do pracowni w listopadowy poranek bez czapki i pach – momentalnie poczułam znajome drapanie w okolicach przełyku. Wygląda na to, że w moim wieku wyjście bez ciepłego nakrycia głowy, przy temperaturze poniżej 10 stopni na plusie grozi śmiercią lub ciężkim kalectwem. Najwyższy czas się z tym pogodzić. Choć przychodzi mi to z trudem.

zestaw leczniczy

.

Dobra, jeszcze nie umieram, tylko sobie leżę

Zapalenie gardła. Zaniedbane przechodzi u mnie po kilku dniach w anginę. Nauczona doświadczeniem od razu wpakowałam się do łóżka, bo na anginę serio nie miałam najmniejszej ochoty. I w ten oto, dość wyszukany sposób mam prawdziwy urlop. Leżę w łóżku, czytam świetną książkę o umieraniu pt. „Nad życie” (gorąco polecam każdemu!), oglądam ponownie mój najulubieńszy serial czyli „Six feet under” ( ex aequo z pierwszym sezonem”True detective oczywiście) i odsypiam zaległości z całego roku. W sumie to jest naprawdę nieźle.

bałagan

.

Uszczęśliwianie wewnętrznego bachora

I zrobiłam pachnące świece sojowe! Historia z nimi związana, jest o tyle dająca do myślenie, że zestaw materiałów do ich wykonania dostałam rok (!) temu na urodziny od siostry. Cieszyłam się tym prezentem jak głupia. I przez rok nie miałam czasu, żeby pobawić się tymi dwoma kilogramami wosku i 20 knotami – tak, ja w detalu nie robię 😀 W ten sposób na jeden wieczór kuchnia stała się wytwórnią świec. Trochę było z tym paprania. Kombinowanie z mieszaniem zapachów olejków też takie banalne nie jest, ale w końcu powstały trzy świece: cynamon-pomarańcza, anyżek-trawa cytrynowa i lawenda. Świeczniki 100% upcyclig oczywiście. Wykorzystałam pojemnik po starej świecy z oklejką świąteczną oraz dwa bardzo eleganckie słoiczki po ketchupie Madero 😉 Ogólnie zabawa była pierwsza klasa.

świece samodzielnie zrobione

.

Zapomnienie o rzeczach pragmatycznie ważnych

Jednak najważniejsze było to, że przez te kilka dni, nie myślałam o pracy. Nie szkicowałam nowych toreb. Nie wzięłam do ręki kalendarza, ani księgowości. Nie pracowałam nad stroną www. Nie szkoliłam się, nie czytałam e-booków w stylu 'jak lepiej sprzedawać rękodzieło’. Po prostu odpuściłam. Nie robiłam nic pożytecznego. Nie sprzątałam, nie goliłam swetrów z kłaczków, nie sfotografowałam sterty ubrań do wystawienia na Vinted. OK, zgoda – napisałam ten wpis, ale zrobiłam to z czystego chciejstwa, natchnienia, czy jak to tam nazwać. Zajęłam się niczym. Bardzo to relaksujące. A na obiad ziemniaki posypane mieszanką makowo-sezamową i kapką oleju słonecznikowego. Bo kto mi zabroni?

Spróbujcie.

talerz z ziemniakami

3 Odpowiedzi

  1. Anna
    | Odpowiedz

    Samo życie 🙂

    • KattaStudio
      | Odpowiedz

      Dokładnie Aniu – pozdrawiam serdecznie ❤️

  2. Ola
    | Odpowiedz

    Odpoczynek tak niedoceniany, a tak ważny. Pozdrawiam 🙂

Napisz, co o tym sądzisz - zapraszam