Jaglanka z borówkami – śniadanie to podstawa

with 6 komentarzy

Jako mała Kasia śniadań nie lubiłam. A już takich w postaci rozpaćkanej kaszy na mleku, czy zupy mlecznej NIENAWIDZIŁAM. I to do tego stopnia, że pojawiały się odruchy wymiotne – więc w przedszkolu mama ustaliła z paniami przedszkolankami, że takich śniadaniowych cudowności jeść nie muszę i żeby nikt mnie do tego nie zmuszał – wiecie standardowe makabryczne zagrywki w stylu „dopóki nie zjesz, nie wstaniesz od stołu”. To było naprawdę O.K. ze strony mojej kochanej rodzicielki 🙂

W wieku moich lat nastu, gdy na polskim rynku pojawiły się kukurydziane płatki typu corn flakes – rozsmakowałam się w zjadaniu ich z zimnym mlekiem UHT z kartonu. Teraz już wiem, że to w ogóle nie było zdrowe, ale był to wielki krok dla ludzkości, a przynajmniej dla mnie w oswajaniu zbożowo-mlecznych posiłków.

Potem przyszła kolej na mieszanki typu muesli, aż w końcu – tak z 3 lata temu – rozkochałam się w płatkach owsianych i kaszy jaglanej. Teraz praktycznie codziennie wsuwamy na śniadanie owsiankę lub jaglankę. Ale, ale – jeśli ktoś się skrzywił na samą myśl – to już go wyprowadzam z błędu wyobrażeniowego. Nie piszę tu o brei rozgotowanych na szarą maź płatków zbożowych, czy kaszy.

Moje dzisiejsze śniadanie wyglądało tak…

Do tego pięknie pachniało, bo nie używam mleka zwierzęcego i znakomicie smakowało.

Dzięki temu, że mam ogród, mam też swoje owoce – już są truskawki (mieszkam w górach, więc tu zawsze są troszkę później) i borówka kamczacka 🙂
Tak, chwalę się i zachęcam was gorąco do posiadania własnego kawałka ziemi – bo takie ‚własne’ owoce, zioła i warzywa smakują nieziemsko i są wolne od ogromnej dawki chemii sypanej przy masowej produkcji.
Co jest potrzebne do zrobienia takiej jaglanki?

Jaglanka z owocami

– 3-4 łyżki stołowe ugotowanej kaszy jaglanej,
– 10 migdałów (moczonych przez noc),
– szklanka mleka roślinnego (ja użyłam sojowego, bez GMO),
– kilka truskawek,
– garść borówek lub jagód,
– coś do posłodzenia – miód, cukier trzcinowy, syrop z agawy etc.

Migdały tnę na kawałki. Ich moczenie jest ważne – wszystkie nasiona moczone kilka godzin oddają nam o wiele więcej odżywczych składników, niż te suche – woda zapoczątkowuje procesy enzymatyczne w nasionach/orzechach – coś w stylu „jest woda, zaczyna się kiełkowanie, trzeba uwolnić zmagazynowane bogactwa mineralne” 😉
Dodajemy kaszę, słodki dodatek, mleko roślinne – jeśli ktoś lubi ciepłe, to wcześniej trzeba je podgrzać. Na końcu owoce.
Po takim posiłku nie ma żadnych dolegliwości żołądkowych, które powoduje łączenie nabiału zwierzęcego (mleko, jogurt, maślanka itp.)  i owoców.
Jest to zarąbiście dobre!

Smacznie pozdrawiam – Katta 🙂

  1. nabiegunachArt Sylwia
    | Odpowiedz

    O moczeniu owoców by wydobyć z nich więcej składników odżywczych nie wiedziałam… super post! Pozdrawiam 🙂

  2. Katta
    | Odpowiedz

    Ja także dowiedziałam się o tym niedawno. Niby takie oczywiste i logiczne – ale sama na to nie wpadłam 😉

  3. Anecia
    | Odpowiedz

    Jedzenie wygląda bardzo apetycznie… Niestety ja nie mogę pozwolić sobie na takie szaleństwa mleczno-owocowe, mój brzuch jest baaardzo wrażliwy 🙁

  4. Katta
    | Odpowiedz

    Ale właśnie o tym jest połowa wpisu – to nie jest z mlekiem krowim, tylko roślinnym. Po nim nie ma brzusznych sensacji 😉

  5. Anecia
    | Odpowiedz

    Rzeczywiście.. dlaczego mi to umknęło? ;D

  6. Paweł Woźnicki
    | Odpowiedz

    Eleganckie śniadanko 🙂

Zostaw Komentarz do Anecia Anuluj pisanie odpowiedzi